Cytrusek

Tyci nie można się pozbyć z kuchni!
Myśli Mama nad wstawieniem tam jakiejś barierki bo inaczej chyba się nie da!
Tycia albo:
1. Miesza kotom jedzenie (w sensie dosypuje jakieś specyfiki znalezione w szafkach)
2. Otwiera szafki i robi przegląd który ma chyba na celu zmniejszenie Mamy zapasów do zera! Był mak, nie ma nigdzie! Proszek do pieczenia? Owszem! Wymieszany z cukrem waniliowym! Orzechy? Znalazła Mama wczoraj w koszu-całe dwie paczki! (no to jest też kolejny „bonus” z przebywania Tyci w kuchni- codzienny wieczorny przegląd kosza!!!)
3.Sto razy dziennie ogląda szafkę z garnkami, foremkami na muffinki i babki – nie wiem co tam sprawdza, chyba czy nic nie zginęło przez ostatnie 7min!
4.Stoi pod lodówką i wyje żeby Jej otworzyć zamrażalkę która na drzwiczkach ma namalowaną krowę! I Tyćka nic tylko „Do konia! do konia! (tak zna oposa, ale dalej na krowę mówi koń – cóż zrobić :-P)

Dziś Mama już nie wytrzymała i dała Tyci cytrynę żeby Ją choć na chwilę przepędzić z kuchni.
I to był strzał w dziesiątkę! Oczywiście bardzo Jej posmakowało i lizała sobie tą cytrynę przez dobrych 10min!
Po czym oczywiście zaczęła wyć że….chce jeszcze!
I jak tu mieć do niej siłę?
Taka marudna ostatnio jest że szok!
Już nawet Mama na zęby tego nie zrzuca, liczy po prostu że to minie…!
Oby jak najszybciej bo Mama przerwę na blogu będzie mieć jak ją wsadzą do wariatkowa!
A wsadzą to raczej już przesądzone!
Tylko żeby nie teraz we wakacje, bo jednak szkoda lata… 😛

Ten wpis został opublikowany w kategorii Tycia codzienna i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *