Wspomnienie

Mija właśnie pięć lat.
Dokładnie dzisiaj.
Jak ten czas leci, a pamiętam jakby to było wczoraj…
I Jego z wczoraj pamiętam tak dokładnie.
Uświadamia mi to, że tych najpiękniejszych wspomnień nic nie zatrze, ani czas ani pamięć, ani nic innego.
Wcale ich nie trzeba spisywać, by zapamiętać na zawsze.

Pamiętam, że nie znosił zimy.
Nie lubił też kretów, które jego misterne ogródki i pola zamieniały w pobojowisko.
Lubił piętki od chleba.
I prace lubił, bardzo!
Wiecznie coś robił, choć niejednokrotnie można było zobaczyć Go drzemiącego w najróżniejszych pozycjach i miejscach.
Często przechadzając się po polach zrywał długie źdźbło trawy bądź zboża, wkładał do ust i tak sobie je gryząc spacerował (ja do dziś robię tak samo).
Potrafił wyplatać fajki z tataraku i grać na harmonijce.
Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek opuścił mszę w niedzielę i do końca, gdy jeszcze potrafił utrzymać się na nogach nigdy z niej nie zrezygnował.
Dzięki niemu moje dzieciństwo było ciekawsze i bogatsze, urozmaicone tak jak tylko Dziadek potrafi to zrobić.
Zawsze pompował mi opony w rowerze i podnosił siodło – przyziemne, ale robił mi to tylko On. To, jak i wiele innych rzeczy których nie zliczę np: kij do hokeja, szczudła i górę ze śniegu na podwórku abym miała z czego zjeżdżać na sankach.
I na tych sankach woził, już jak byłam malutką dziewczynką.
Zdejmował nas z drzew gdy za wysoko weszliśmy i już sami zejść nie potrafiliśmy.
Robił najlepsze na świecie leczo, z czym zgadzała się nawet Prabunia, jakby nie byo dużo lepsza od Niego kucharka.
Najlepiej ze wszystkich znanych mi osób zbierał grzyby.
Gdy my wracaliśmy z kilkoma egzemplarzami, On niósł pełne kosze.
Potrafił zerwać gruszkę z najwyższej na drzewie gałązki. On potrafił.
Choćby dla zasady, że „się da” i z przyjemnością i towarzyszącym mu naszym przerażeniem, to robił.
I spadał, zewsząd, niejednokrotnie. Z drzewa, z wozu z sianem, z konia.
Taki był Jego urok.
Rozpieszczał nas, dbał o nas i cenił Rodzinę.
Niejednokrotnie potrafił siarczyście przeklnąć, ale to w mojej głowie jest naprawdę miłe i śmieszne wspomnienie.
Towarzyszył mi we wszystkich ważnych momentach mojego życia, od początku do…tak jeszcze niedawna…

Widzę Go ilekroć jestem w kuchni u Prabuni, jak siedzi przy stole w tym Jego konkretnym miejscu. I choć po nim usiadło już tam wielu, to na zawsze będzie to tylko Jego miejsce.
Takie samo z resztą jakie ma w moich myślach, w mojej pamięci i sercu.

Wciąż pamiętam i czuję Jego uścisk gdy się witamy i żegnamy, zawsze tak samo mocny.
O tym się nie zapomina.

Miał przeświadczenie, że bez Niego się nie da tego czy tamtego, że musi „doglądać”, czuwać, mieć nadzór, że ma doświadczenie i wie lepiej (choć nigdy nie było to zarozumiałe).
I miał rację, bo bez Niego nie jest już tak samo…

Kiedyś Tyciu, gdy będziesz starsza i ten wpis przeczytasz, na pewno opowiem Ci mnóstwo historyjek z Dziadkiem w roli głównej.
I z pewnością niejednokrotnie wybuchniesz śmiechem, jak ja dzisiaj na samo Jego wspomnienie.
Choć mnie oprócz uśmiechu, towarzyszy dziś i wzruszenie i żal…
Do pewnych nieobecności nie można się jednak przyzwyczaić, choćby nie wiem ile czasu minęło…

Na szarfie od wieńca napisałam: „Kochać Cię było łatwo, zapomnieć niemożliwe.”

Oczywiście wciąż potwierdzam: niemożliwe…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Mama Tyci w akcji... i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Wspomnienie

  1. Talona pisze:

    Ja również pamiętam ten czas jak mi o Nim opowiadałaś jak byłaś u Niego, jaki był dla Ciebie bardzo ważny, jak jeździłaś na wieś i nie chciałaś wracać ! popłakałam się 🙁 tak pięknie to opisałaś….

  2. denim81 pisze:

    Siedzę i płaczę, piękne słowa, mimo, że Go nie znałam wiem że był wspaniałym człowiekiem…

  3. elus1982 pisze:

    piękne słowa, musiał być wspaniałym człowiekiem. Ściskam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *